Dzieje się! Przegląd sytuacji na kilka godzin przed mundialem!

Mundialowe szaleństwo rozpoczęło się już na dobre! Od ceremonii rozpoczęcia Mistrzostw dzielą nas już nie miesiące, nie dni, a godziny! Nic więc dziwnego, że kolejny news mógł umknąć Ci w natłoku informacji, bo dzieję się naprawdę duuużo! Bez obaw, poniżej prezentujemy wam spis tego co wydarzyło się w ostatnim czasie, a działo się, oj działo!

 

Pierwszy gwizdek sędziego usłyszymy już 14 czerwca, równo o godzinie 17:00. Gospodarz, czyli Rosja zmierzy się w meczu otwarcia z Arabią Saudyjską. Zanim jednak to się wydarzy, mamy wam do przekazania kilka ciekawych informacji!

 

⇒ INFORMACJA Z OSTATNICH GODZIN! JULEN LOPETEGUI NA KILKANAŚCIE GODZIN PRZED ROZPOCZĘCIEM MISTRZOSTW ŚWIATA ZWOLNIONY Z FUNKCJI PIERWSZEGO TRENERA REPREZENTACJI HISZPANII! Były już hiszpański szkoleniowiec został ogłoszony w poniedziałek trenerem Realu Madryt, jednak pracę zacznie dopiero po Mundialu. Ta informacja na tyle rozwścieczyła szefa hiszpańskiej federacji,  że ten natychmiastowo zwolnił Julena. Na nic zdały się protesty zawodników, którzy wstawili się za trenerem murem. Co ciekawe, nowym trenerem reprezentacji Hiszpanii został Fernando Hierro, legenda Realu Madryt….

 

⇒ Polska reprezentacja wylądowała już w Soczi. Nasi zawodnicy rozpoczęli ostatni etap przygotowań, a wśród nich jest również Kamil Glik. Przypomnijmy, że jeszcze kilka dni temu lekarz reprezentacji Polski mówił o jego wyjeździe na Mundial w kategorii cudu… Dzisiaj już wiemy, że Kamil odzyskał pełną sprawność barku i kwestią dni jest dołączenie do treningu na pełnych obrotach.

 

⇒Zapewne  pamiętacie sytuację z Fredem, którego Casemiro “skasował” na treningu tak, że ten zerwał więzadła i w gruzach legły jego marzenia o grze na MŚ. Chwile grozy na 2 dni przed rozpoczęciem imprezy przeżyli także kibice reprezentacji Francji.  W mgnieniu oka w mediach społecznościowych rozniosła się informacja jakoby Kylian Mbappe po jednym starć z Adilem Ramii zmuszony był przedwcześnie opuścić trening z powodu kontuzji.. Sam Kylian jednakże szybko uspokoił swoich fanów, publikując tweet, w którym jasno stwierdza, że z jego zdrowiem wszystko w porządku.

 

⇒ 13 czerwca, cóż to za data? Cofnijmy się 4 lata wstecz… To właśnie tego dnia na Mundialu w Brazylii Robin Van Persie zdobył spektakularną bramkę przeciwko reprezentacji Hiszpanii! “Latający Holender” na zawsze utkwi w pamięci wszystkich fanów na świecie!

 

⇒ Dzisiaj poznaliśmy również kolejnego gospodarza, a właściwie gospodarzy Mistrzostw Świata. W 2026 roku największe piłkarskie święto odbędzie się w USA, Kanadzie oraz Meksyku!

 

⇒ Thomas Lemar, jeden z najbardziej rozchwytywanych talentów na mapie piłkarskiego świata znalazł nowego pracodawcę! Tuż po zakończeniu MŚ przeniesie się on do Atletico Madryt.

 

♥♥♥

Z tego miejsca chcielibyśmy zwrócić uwagę  na profesjonalną postawę Marcina Kamińskiego, która zasługuje na podziw i wielki szacunek, co także zauważyli piłkarze reprezentacji Polski dziękując mu w mediach społecznościowych. Popularny “Kamyk” od początku wiedział w jakiej sytuacji się znajduje.Wiedział, że cała Polska czeka na szczęśliwe zakończenie historii Kamila Glika. Wiedział, że gdy Kamil Glik wróci do zdrowia, on nie ma szans na pojechanie na Mistrzostwa Świata. Wiedział, że pełni rolę tylko rezerwowego. A mimo to, do końca zachował profesjonalną postawę w każdym aspekcie. Dzisiaj jedzie do domu, lecz jego postawa zasługuje na ogromne pokłony!

Z tego miejsca, DZIĘKUJEMY KAMYK! Jeszcze nadejdzie twój czas!

 

DAWAJ POLSKA!

Najwięksi pechowcy końcówki sezonu….

Nie ma co ukrywać, że tytuł Mistrza Świata jest najważniejszy dla każdego profesjonalnego piłkarza. O grze na tak wielkiej imprezie marzy dosłownie każdy. Niestety, nie każdemu będzie to dane w 2018 roku… Mimo tego, że niektórzy piłkarze byli “pewniakami” do wyjazdu na MŚ w Rosji, nie będziemy mogli oglądać ich w akcji. Przyczyną tego są kontuzje, których nabawili się w ostatnim czasie. Sprawdźmy kogo na pewno nie zobaczymy na zbliżającym się wielkimi krokami MUNDIALU!

O tym jak ważna jest to impreza mogliśmy przekonać się chociażby w ostatnim meczu, na którym skupiony był cały piłkarski świat, a mianowicie finale Ligi Mistrzów. Widok płaczącego Salaha czy Carvalaja z pewnością doprowadził niejednego kibica do wzruszenia. Jednak czy łzy zawodników były spowodowane ogromnym bólem fizycznym, którego doświadczyli? Z pewnością nie, bowiem są to prawdziwi twardziele i wojownicy, a łzy cieknące po ich policzkach to efekt myśli, które z pewnością przechodziły im po głowie na temat uczestnictwa w Mundialu. Na dzień dzisiejszy wiemy, że ich urazy nie okazały się tak poważne jak myślano i prawdopodobnie obydwóch zobaczymy na rosyjskich boiskach, jednak inni nie mieli tyle szczęścia…

Dani Alves  

Etatowy reprezentant swojego kraju, najbardziej utytułowany piłkarz w historii nie powiększy swojego dorobku pucharowego. Podstawowy prawy obrońca reprezentacji Brazylii urazu doznał w finale Pucharu Francji mierząc się z 3-ligowym Les Harbies. Zwycięstwo przypłacił kontuzją kolana, która wyeliminowała go z gry na zbliżających się MŚ.

 

Laurent Koscielny 

Podstawowy środkowy obrońca reprezentacji Francji, wielokrotnie kapitanował jej podczas rozgrywanych spotkań. Kontuzji nabawił się w rewanżowym meczu półfinałowym Ligi Europy przeciwko Atletico Madryt. Diagnoza? Zerwane ścięgno Achillesa i minimum 6 miesięcy przerwy. Swojego zakłopotania nie ukrywał sam trener kadry francuskiej, Didier Deschamps, który wypowiadając się o nim w samych superlatywach,  życzył mu jak najszybszego powrotu do zdrowia.

Alex Oxlade-Chamberlain

Człowiek, który po zmienieniu pozycji w nowym klubie zdecydowanie odżył. Wreszcie zaczął pokazywać pełnię swoich możliwości i mógł spokojnie czekać na powołanie od selekcjonera reprezentacji Anglii. Niestety, w pierwszym meczu półfinałowym z Romą doznał poważnej kontuzji kolana, która wykluczyła go z gry na kilka miesięcy. W trakcie transmisji finału LM mogliśmy ujrzeć go w niezbyt przyjemnym obrazku, gdy poruszał się o kulach.

 

Ismail Sarr

Zawodnik francuskiego Rennes. Warto wspomnieć o nim chociażby w kontekście reprezentacji Polski, bowiem Sarr to Senegalczyk, który z pewnością wystąpiłby przeciwko naszym Orłom. Plany popsuła mu kontuzja, której nabawił się w samej końcówce meczu z AS Monaco. Wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze do tego aby jechać razem z kolegami na Mundial, bowiem w ostatnim czasie imponował formą strzelając w 5 ostatnich meczach 3 goli i zaliczając 2 asysty.

 

Nicklas Bendtner 

Występujący obecnie z norweskim Rosenborgu Nicklas to z pewnością dosyć rozpoznawalna postać w świecie futbolu. Poprzez swoje pozaboiskowe wybryki nałożono mu bowiem ksywkę “LORD”. Jednak tym razem na pewno nie jest mu do śmiechu, bowiem w 72 minucie spotkanie norweskiej ekstraklasy zalewając się łzami zmuszony został do opuszczenia boiska. Zdiagnozowano, że jest to kontuzja mięśniowa, która potrwa do 3 tygodni. Zawodnik z pewnością nie będzie mógł się przygotowywać z kolegami na zgrupowaniach, a o jego końcowym powołaniu zdecyduje trener. Teraz Bendtner będzie musiał wygrać walkę z czasem.

 

Kilka gwiazd światowego futbolu tę właśnie walkę z czasem wygrało i mogą cieszyć się z powołania na Mundial. Są nimi chociażby Neymar, Mendy czy Manuel Neuer. Trzeba wziąć pod uwagę to, że wracają oni po kilku miesięcznych kontuzjach i nie wiadomo w jakiej dyspozycji ujrzymy ich na mundialu. O ile Brazylijczyk i Francuz mają pewne miejsce w 23-osobowych kadrach swoich reprezentacji, to Niemiec do końca musi zmagać się z nieubłaganie upływającym czasem. Joachim Loew powiedział bowiem, że jeśli Manuel wróci do pełni dyspozycji w najbliższym czasie to pojedzie jako bramkarz numer 1, jeśli natomiast tak się nie stanie, Mistrzostwa Świata obejrzy z poziomu kanapy w swoim mieszkaniu.

Ich już tam nie zobaczymy.. czyli legendy opuszczające swój dom!

Coś się kończy, coś się zaczyna! Wydawać by się mogło, że właśnie takim mottem kierowali się nasi dzisiejsi bohaterowie.

Iniesta, Buffon czy Torres… czy ktokolwiek z nas nie słyszał choć raz o którymkolwiek z nich? Czy ktokolwiek z nas nie miał plakatu wiszącego w pokoju z którymkolwiek z nich? Wyżej wymieniona trójka to z pewnością piłkarze, na których wychowywały się całe pokolenia piłkarskie. Piłkarze, którzy stali się autorytetami dla milionów ludzi na całym świecie. W miniony weekend zagrali oni swoje ostatnie mecze w klubach, w których spędzili prawie całe piłkarskie życie! Zostali oni żegnani jak prawdziwi bohaterowie, z należytym im szacunkiem, za to co przez tyle lat zrobili dla swojego klubu.

Czasami brakowało słów, aby opisać to jakimi są ludźmi, zarówno na horyzoncie piłkarskim, jak i prywatnym,  dlatego my też nie będziemy tego próbować, ale możecie być pewni, że byłyby to same superlatywy. Przyjrzymy się więc bliżej jedynie temu co udało im się osiągnąć razem z klubami, w których spędzili większość swojego piłkarskiego życia.

 

Andrés Iniesta

 

Całe swoje piłkarskie życie spędził w FC Barcelonie, do której trafił już w 1996 roku jako junior. Kiedy w 2002 roku debiutował w starciu z Clubem Brugge, Pep Guardiola powiedział: „Ten dzieciak wyśle nas wszystkich na emeryturę”.  Od samego początku deklarował chęć pozostania w Barcelonie do samego końca swojej kariery. Na dzień dzisiejszy wiemy, że Andres będzie szukał nowych wyzwań poza Europą, gdyż 20 maja 2018r. rozegrał swój ostatni mecz na Camp Nou. Przez 16 lat odcisnął znaczne piętno na kartach historii Blaugrany. Dzięki swojemu piłkarskiemu geniuszowi wpłynął na znaczną ilość pucharów wygrywanych przez jego drużynę, a trochę się tego nazbierało….. 9x Mistrzostwo Hiszpanii, 4x Liga Mistrzów, 6x Puchar Króla, 6x Superpuchar Hiszpanii, 3x Superpuchar Europy, 3x Klubowe Mistrzostwo Świata. Również indywidualnie odbierał mnóstwo wyróżnień, m.in. znajdując się wielokrotnie w najlepszej 11 sezonu wg. UEFA czy chociażby zajmując 2 miejsce w plebiscycie Złotej Piłki w 2010 roku. W ciągu tych 16 lat rozegrał on dla Barcelony 647 spotkań, w których strzelił 57 bramek, a tą szczególną przeciwko Chelsea świat futbolu nigdy nie zapomni. Na uwagę zasługuje również fakt, że po odejściu z klubu Puyola i potem Xaviego, to on pełnił funkcję kapitana w zespole.

Plany na przyszłość?

Na ten moment najwięcej wskazuje na to, że Iniesta przeprowadzi się do Chin, gdzie będzie mógł liczyć na kosmiczne zarobki. Na pewno nie będzie to Europa, gdyż sam Andres twierdził, że nie mógłby grać w klubie, w którym mógłby ewentualnie grać przeciwko FC Barcelonie.

 

Fernando Torres

Mimo, że nie odnosił aż tak dużych sukcesów jak chociażby ww. Iniesta, to jest to postać, którą z pewnością zapamiętamy na długo. Jego domem jest Atletico Madryt, w którym grał od 2001 do 2007 roku. Potem spróbował swoich sił za granicą, by w 2015 powrócić tam gdzie czuję się najlepiej. W czasie 8 lat nieobecności w “swoim klubie” grał on przez większość czasu w Anglii, gdzie po świetnych występach w Liverpoolu został on wykupiony przez Chelsea, za bardzo wysoką sumę jak na tamte czasy, 50 mln funtów. W barwach The Blues nie wiodło mu się już tak dobrze, przez co miał on nawet swój krótki epizod w Milanie, do którego został wypożyczony, jednak to nie przyniosło dla niego żadnych korzyści, więc po skończonym wypożyczeniu postanowił on powrócić tam gdzie jego miejsce, czyli na Wanda Metropolitano.  W barwach Atletico rozegrał on 404 spotkania, w których strzelił 128 bramek. Co ciekawe dopiero w 403 meczu zdobył on a Atletico swoje pierwsze trofeum pokonując Marsylię w finale Ligi Europy.

Plany na przyszłość?

Jako powód jego odejścia podaje się brak regularnej gry. Jednak czym była ona spowodowana, nie do końca wiadomo. Z pewnością obecnie jest to słabszy piłkarz niż chociażby Diego Costa czy Griezmann, jednak hiszpańskie media podają, że popadł on w konflikt z trenerem Simeone. Jego przyszłość nie jest do końca znana, bowiem mówi się, że uda się on teraz albo do USA albo do Chin. Jedno jest pewne, zawartość jego portfela znacznie się powiększy.

 

Gianluigi Buffon

Legenda włoskiej piłki, autorytet dla milionów ludzi na całym świecie, obdarzony szacunkiem w środowisku footbolu. Mimo, że przez 6 lat grał dla Parmy, to kojarzony jest przede wszystkim z zespołem Juventusu, w barwach którego gra od 2001 roku. Od lat jest uznawany za jednego z najlepszych bramkarzy świata. Lata mijają, bramkarze się zmieniają a on nadal w ściślej czołówce. Przez większość jego kariery w ekipie Starej Damy, był on jej kapitanem. Za jego czasów Juventus zdominował całkowicie włoską ligę, wygrywając ją 9-krotnie, z czego 7 tytułów to efekt hegemonii, którą Juventus rozpoczął w sezonie 11/12, a trwa ona nieprzerwanie aż do dzisiaj. Do tego popularny “Gigi” może przypisać sobie 3x Puchar Włoch, 6x Superpuchar Włoch. Mimo tego, że gra na pozycji bramkarza, to zajął on 2 miejsce w plebiscycie Złotej Piłki w 2006 roku. Dodatkowo został wielokrotnie wybierany do 11 roku wg. UEFA, czy chociażby 11 sezonu Serie A. To tylko niektóre z nagród indywidualnych, które udało mu się zdobyć w czasie gry dla Starej Damy. W ciągu 17 lat rozegrał 649 spotkania. Z pewnością tak charyzmatyczna postać zostanie na długo zapamiętana w Turynie. Jest ich legendą, jak i legendą footbolu.

Plany na przyszłość?

W odróżnieniu od jego poprzedników, GIGI nie zamierza wybierać się tak szybko na piłkarską emeryturę do Chin czy USA. Bardzo dużo mówi się o tym, że zostanie on jeszcze na rok-dwa w Europie, a najbliżej zakontraktowania go jest ekipa PSG.

 

Oprócz 3 wymienionych wyżej piłkarzy, po wielu latach swoje kluby opuszczają również:

Michael Carrick, który po 12 latach opuszcza Manchester United.

Yaya Toure, który po 8 latach rozstaje się z ekipą Manchesteru City.

Finał Ligi Europy widziany oczami ekipy BNZ! Zapowiedź+luźny typ!

Przed nami pierwszy finał europejskich rozgrywek w tym sezonie. W ostatnim spotkaniu, kończącym tegoroczną edycję Ligi Europy, w Lyonie, dnia 16 maja 2018r., o godzinie 20:45 zmierzą się ze sobą Atletico Madryt oraz Olympique Marsylia.

 

Droga do finału:

Jeśli chodzi o drużynę z Madrytu, to ich przygodę z LE w tym sezonie, można uznać za niespodziankę, bowiem brali oni udział w edycji Ligi Mistrzów i tylko dzięki temu, że w swojej grupie zajęli 3 miejsce, ulegając takim ekipom jak Chelsea oraz AS Roma, to teraz możemy oglądać ich w finale tych mniej prestiżowych rozgrywek. Po odpadnięciu z Champions League, w 1/16 finału LE, zmierzyli się oni z duńską Kopenhagą, z którą bez problemu sobie poradzili. W 1/8 czekał na nich już rosyjski Lokomotiv Moska. Ekipa Diego Simeone pokonała rosyjską ekipę bez najmniejszych kłopotów, demolując ich w dwumeczu wynikiem 8-1. W ćwierćfinale napotkali oni opór ze strony dobrze radzącego sobie w europejskich pucharach, Sportingu Lisbona. Tylko dzięki zaliczce domowej z pierwszego spotkania awansowali oni do 1/2 finału, bowiem w Portugalii musieli oni uznać wyższość rywali, ulegając im 1-0. W półfinale czekała ich bardzo trudna przeprawa, bowiem przyszło im się zmierzyć z ekipą Arsenalu i szczerze powiedziawszy awans do wielkiego finału Atletico zawdzięcza przede wszystkim Janowi Oblakowi, który bronił naprawdę fenomenalnie w tym dwumeczu. Po wyjazdowym remisie 1-1 na Emirates, wygrali oni u siebie w ich ulubionym stosunku 1-0, czyli minimalnie z przodu, a na zero z tyłu.

Drużyna Olimpique Marsylia, to zespół, który swoją przygodę z tegoroczną edycją LE zaczął od…. III rundy eliminacji! Bez problemu przeszli oni jednak przez eliminację i znaleźli się w grupie I, gdzie przyszło im rywalizować z Salzburgiem, Konyasporem oraz Guimaraes. Rozgrywki grupowe zakończyli oni na 2 pozycji, z dorobkiem 8 punktów, wyraźnie ulegając ekipie Salzburga, który zdołał zapewnić sobie 4 punktową przewagę nad nimi. W 1/16 przyszło im się mierzyć z portugalską Bragą, gdzie już w pierwszym spotkaniu, wygrywając 3-0 praktycznie zapewnili sobie awans do kolejnej rundy. 1/8 finału to potyczka z słabo spisującym się w tym sezonie Athletikiem Bilbao.  Baskowie musieli uznać wyższość Olympiqueu aż dwukrotnie przegrywając 1:3 oraz 1:2. Starcie ćwierćfinałowe to istna huśtawka nastrojów dla fanów francuskiej ekipy, bowiem po pierwszym spotkaniu, byli oni prawie za burtą LE, przegrywając z niemieckim RB Lipsk 0:1, jednak w rewanżu mieli oni mnóstwo powodów do radości, bowiem ich pupile wspięli się na wyżyny swoich możliwości i pewną wygraną w stosunku 5:2 zapewnili sobie awans do półfinału! Tam czekał na nich grupowy rywal, rewelacja tych rozgrywek, Salzburg. Był to bardzo wyrównany, obfity z mnóstwo dramaturgii mecz, w którym francuska ekipa awans do wielkiego finału zapewniła sobie dopiero po dogrywce na terenie rywala! Był to szalony dwumecz, z mnóstwem pomyłek sędziowskich na niekorzyść obydwu stron. Rezultat jest jednak taki, że to właśnie OL Marsylię zobaczymy w wielkim finale!

 

Bezpośrednie starcie:

Trzeba przyznać, że będzie to spotkanie niezwykle doświadczonej ekipy z młodą drużyną, która dopiero co wchodzi na perypetie wielkiego futbolu! Młody atak francuskiej drużyny będzie musiał przeciwstawić się zawsze świetnie spisującej się w defensywie Atletico, na czele z doskonale broniącym w tym sezonie Janem Oblakiem! Drużyna Diego Siomeone, to ekipa która jest już ograna w europejskich pucharach, zarówno drużynowo jak i indywidualnie. W swoim składzie mają mnóstwo doświadczonych zawodników z bogatą przeszłością i wielkim stażem na europejskiej scenie. Mają przede wszystkim bardziej jakościową oraz wyrównaną kadrę niż ekipa Olympique Marsylia. Dla francuzów finał tak dużej imprezy to rzecz mało spotykana w ostatnich latach, rzadko kiedy w ostatnim czasie zachodzili oni tak wysoko. Atletico to ich zupełne przeciwieństwo bowiem takich meczów, o wielką stawkę, rozegrali oni kilka w ostatnich latach, chociażby dwa finały Ligi Mistrzów z Realem Madryt, gdzie byli bardzo bliscy wygrania Champions League. Ich skład od tamtej pory nie zmienił się zbyt diametralnie i można mówić o wielkim zgraniu w szeregach piłkarzy z Madrytu. Będzie to mecz, w którym będziemy mogli dostrzec rutynę oraz wielkie doświadczenie mierzące się z młodzieńczą fantazją oraz wielkim zaangażowaniem.

 

Przewidywane składy:

Mimo, że Diego Simeone nie będzie z pewnością awizowany do gry w pierwszej 11-tce, ba, nawet w 18-tce meczowej, to jego brak przy ławce trenerskiej będzie sporym osłabieniem mentalnym ekipy z Madrytu. Został on bowiem zawieszony za swoje zachowanie i mecz finałowy obejrzy z trybun.

W Marsylii, na 99% nie ujrzymy Rolando, który zmaga się z kontuzją, zaś w Atletico pod znakiem zapytania stoją występy Juanfrana oraz Diego Costy, którzy zmagają się z drobnymi urazami.

Atletico: Oblak – Juanfran – Godin – Gimenez – Filipe Luis – Koke – Gabi – Saul – Correa – Griezmann – Costa

Marsylia: Mandanda – Sarr – Rami – Gustavo – Amavi – Lopez – Sanson – Thauvin – Payet – Ocampos – Germain

 

Luźny typ:

Krótko i na temat, naszym zdaniem doświadczenie grania w spotkaniach o tak ogromnej randze weźmie tutaj górę. Młodzieńcza fantazja i polot nie wystarczą na tak dobrze zorganizowaną ekipę jak Atletico. Już w poprzednich etapach mogliśmy dostrzec przede wszystkim ogromne problemy Marsylii w obronie. Griezmann i spółka nie będą mieli problemów aby je wykorzystać, a o tym jak trudno jest strzelić gola Atletico w każdym spotkaniu przekonała się już praktycznie każda drużyna z światowego top-u. Dlatego w tym spotkaniu zdecydowanie idziemy w kierunku drużyny Diego Simeone, obstawiając w tym spotkaniu:

Zwycięstwo w regulaminowym czasie gry Atletico Madryt @ 1.71, LVBet

Starcie Dawida z Goliatem, czyli zapowiedź finału Pucharu Francji!

Już dzisiaj, tj. 08.05.2018r., o godzinie 21:05 będziemy świadkami spotkania, które zdarza się raz na kilka-kilkanaście lat, bowiem III-ligowa drużyna Les Herbies, zmierzy się w finale z obecnym mistrzem Francji, czyli ekipą Paris Saint Germain. Z pewnością oczy całej Francji będą zwrócone dzisiaj na maleńki klubik, który będzie musiał zmierzyć się z potęgą francuskiej i europejskiej piłki. Chociaż słowo “musieć”, to w tym przypadku niezbyt dobre określenie, bowiem dla piłkarzy Les Harbies będzie to prawdziwa nagroda, gdy będą oni mogli zagrać z tak utytułowaną ekipą, mającą w swoim składzie mnóstwo gwiazd światowej piłki. Występ na tak dużym obiekcie, przed tak ogromną publicznością to wydarzenie, którego nie zapomną do końca życia!

Świadkiem podobnej sytuacji,  byliśmy w 2012 roku, kiedy równie nieznany klub jakim jest US Quevilly dotarło do finału, gdzie zmierzyli się oni z Olympique Lyonem. O tej równie niesamowitej historii możecie usłyszeć na naszym kanale na YouTube.

Klub jakim jest Paris Saint Germain, znają kibice na całym świecie, więc w naszym artykule chcielibyśmy się skupić na tym abyście lepiej poznali ich dzisiejszego rywala przed spotkaniem finałowym!

Les Harbies to drużyna, która została założona w 1919 roku, czyli 99 lat temu, można by rzec, że lepszego prezentu na świętowanie przyszłorocznej 100 rocznicy klubu nie mogli sobie wymarzyć. Jest to ekipa, która w całej swojej historii nie występowała wyżej niż na trzecim szczeblu rozgrywkowym we Francji. Teraz ich sytuacja nie jest zbyt kolorowa jeśli chodzi o zmagania ligowe, bowiem muszą bronić się oni przed spadkiem do 4 ligi! W drodze do finału co prawda pokonywali oni takie marki jak chociażby Auxerre czy Lens, jednak nie mieli oni okazji spotkać się z żadną ekipą no codzień występującą w LigueOne. Co ciekawe w meczu półfinałowym mierzyli się oni z inną ekipą występującą w 3 lidze, a dokładniej z Chambly. Ekipa Harbies to przede wszystkim młoda, niedoświadczona ekipa, bowiem w jej składzie jest tylko 1 zawodnik, który przekroczył granicę 30 lat!

Choć cała Francja mocno ściska kciuki za drużynę Harbies, to nie ma co ukrywać, że możemy spodziewać się tutaj całkowitej dominacji PSG i ich wysokiego zwycięstwa. Nawet trener 3-ligowej ekipy Stephane Masala odnosi się do tego spotkania chociażby taki słowami jak:
“Będę szczery. Mamy zero szans na wygranie meczu z PSG. Jedyną zagadką jest to, jak długo możemy wytrzymać na boisku bez straty bramki. Kilka sekund? Meh. Kilka minut? Nieźle. Godzinę? Nie, tego nie mamy w planach. Chciałbym tylko, żeby moi piłkarze patrzyli tym z Paryża prosto w oczy”.

Kilka ciekawostek przed dzisiejszym starciem:
Przed wtorkowym spotkaniem trener Stephane Masala “skarżył się” dziennikarzom na wielkość szatni na Stade de France, bowiem jest ona tak duża, że jego piłkarze czują się tam kompletnie zagubieni.
Jeśli drużyna Les Harbies spadnie do IV ligi, będą się oni tam mierzyć z….. rezerwami PSG.
Roczny budżet drużyny PSG to 540 milionów euro, tymczasem ich dzisiejszy rywal dysponuje budżetem który wynosi… 2 miliony euro.
Les Herbies to miasteczko, które liczy sobie 16 tysięcy mieszkańców, podczas gdy Paryż to 12 milionowe miasto.
Średnia pensja zawodnika Les Harbies to około 2,5 tysiąca, natomiast średnia pensja zawodnika PSG to jakieś 700 tysięcy…..
Wartość rynkowa wszystkich zawodników 3 ligowca to jakieś 4,13 mln euro. Co ciekawe, jest to mniej niż wartość chociażby piłkarzy BrukBetu Termalici Nieciecza występującej w naszej rodzimej Ekstraklasie.
2 mln euro, to budżet jakim dysponuje ten maleńki klub. Niby całkiem spora suma, jednak blado wypada na tle PSG. 16 dni, na tyle czasu wystarczyłoby budżetu Les Hervies, aby mogli oni pokrywać pensję zawodnika z Paryża – Neymara.

To niezwykle ciekawe, choć jednostronne spotkanie będziecie mogli zobaczyć w polskiej telewizji, a mianowicie w TVP Sport, już od godziny 21!

Zapowiedź rewanżowych starć półfinałowych w Lidze Europy oraz luźna propozycja!

 

Mimo, że emocje po półfinałowych meczach Ligi Mistrzów jeszcze nie opadły, to fani futbolu już zacierają ręce na kolejną dawkę niezapomnianych, sportowych emocji, których z pewnością nie zabraknie w półfinałowych starciach Ligi Europy! Zanim to jednak nastąpi przyjrzyjmy się bliżej temu, czego możemy spodziewać się podczas dzisiejszego wieczoru.  Zapraszamy wszystkich przed telewizory punktualnie od godziny 21:05!

 FC SALZBURG – OLYMPIQUE MARSEILLE

Przed nami pierwsze starcie dzisiejszego wieczoru, gdzie  młoda ekipa z Austrii zmierzy się z dużo bardziej doświadczoną ekipą francuską. Nie ma co ukrywać, że Salzburg to rewelacja i jednocześnie wielka niespodzianka tegorocznej edycji. Skazywani na pożarcie z teoretycznie mocniejszymi rywali, nic sobie z tego nie robiąc odprawiali kolejno takie marki jak Borussia Dortmund czy chociażby Lazio Rzym. Na półmetku rywalizacji, to ekipa z Marsylii niewątpliwe znajduję się w dużo lepszej sytuacji i to oni są  bliżsi awansu do wielkiego finału, bowiem wygrali pierwsze spotkanie w stosunku 2:0. Wydawać by się mogło, że to gospodarze tamtejszego spotkania zdominowali całkowicie młodą ekipę Salzburga i to oni w pełni kontrolowali to spotkanie. Nic bardziej mylnego, bowiem było to bardzo wyrównane spotkanie i goście stworzyli sobie kilka dogodnych sytuacji do strzelenia gola i tylko sami wiedzą jakim cudem nie wpakowali oni piłki do bramki strzeżonej przez francuskiego bramkarza Pele. Zarówno w starciach z Borussia, jak i Lazio, pokazali oni kawał dobrego footbolu, gdzie wyglądali na drużynę dobrze zorganizowaną w obronie i zabójczo skuteczną w ataku. Nie ma co ukrywać, że doświadczenie stoi za drużyną prowadzoną przez Rudiego Garcię, zarówno jeśli chodzi o ogranie w europejskich pucharach, jak i o doświadczenie poszczególnych piłkarzy, tylko czy to wystarczy na tak dobrze prezentującą się ekipę z Austrii?  Obie ekipy miały okazje mierzyć się ze sobą już w tym sezonie, gdzie piłkarze Salzburga w fazie grupowej Ligi Europy ugrali aż 4 oczka w starciach z drużyna francuską. Na szczęście obie drużyny w tym sezonie omijają kontuzję i także dzisiaj będziemy mogli spodziewać się najsilniejszych wyjściowych “11”.

PRZEWIDYWANE SKŁADY:

FC SALZBURG:

Walke-Lainer-Caleta-Ramalho-Ulmer-Samassekou-Haidara-Berisha-Schlager-Dabour-Chan

OLYMPIQUE MARSEILLE:

Pele-Amavi-Gustavo-Rami-Sarr-Lopez-Sanson-Payet-Ocampos-Thauvin-Mitroglou

 

ATLETICO MADRYT – ARSENAL

Gdybyś powiedział/a koledze, który nie śledzi na bieżąco poczynań poszczególnych zespołów w danym sezonie, że zamierzasz dzisiaj obejrzeć mecz pomiędzy wyżej wspomnianymi zespołami, z pewnością oczekiwałby spotkania w edycji Champions League, jednak nie tym razem.. Oba zespoły spotykają się, lecz w tegorocznej edycji Ligi Europy! O ile Atletico to drużyna, która grę w LE zawdzięcza 3 pozycji w fazie grupowej Ligi Mistrzów, to Kanonierzy walczą w LE od samego początku fazy grupowej tych rozgrywek. Można by rzec, że jest to przedwczesny finał! Bukmacherzy od samego początku za faworyta tego dwumeczu stawiali ekipę Diego Simeone, co teraz, na półmetku rywalizacji jeszcze bardziej potwierdza stawianą przez nich początkową tezę. W pierwszym bowiem spotkaniu mimo tego, że Arsenal od 10 minuty grał z przewagą jednego zawodnika, to ekipie Los Colchoneros udało się wywieźć cenny remis 1-1 z The Emirates. Remis jest tym bardziej cenny, że przez całe spotkania byli oni wręcz bombardowani atakami Kanonierów na bramkę i tylko dzięki fenomenalnym interwencjom Jana Oblaka wywieźli oni stamtąd tak cenny remis! Nie ma co ukrywać, że Griezzman i spółka to w tym sezonie zupełnie inna ekipa na swoim obiekcie. Nie ma co spodziewać się huraganowych ataków ze strony Kanonierów, tak jak to było w pierwszym spotkaniu, bowiem najzwyczajniej w świecie Los Colchoneros im na to nie pozwolą. Jak trudno się tam gra może świadczyć chociażby statystyka mówiąca o tym, że na ostatnich 20 spotkań u siebie przegrali oni tylko jeden mecz, a w ostatnich 11! tak, 11 domowych spotkaniach nie stracili oni nawet jednej bramki, pakując rywalom w tym czasie 23 razy futbolówkę do bramki przeciwnika. Arsene Wenger w ostatniej kolejce ligowej dał odpocząć piłkarzom, którzy wybiegną dzisiaj na murawę, jednak niezależnie czy gra pierwszy zespół czy też rezerwowi, nie mogą oni przełamać swojej niemocy w tym sezonie na wyjazdach, gdzie na 10 ostatnich spotkań w delegacji przegrali oni aż 6 takich batalii, wygrywając tylko 2 spotkania! W dużo lepszej sytuacji przed rewanżowym spotkaniem znajduję się ekipa Simeone, która będzie bronić zaliczki z Londynu przy wsparciu fanatycznej publiczności.

PRZEWIDYWANE SKŁADY:

ATLETICO MADRYT:

Oblak-Tomas-Godin-Gimenez-Hernandez-Correa-Saul-Gabi-Koke-Griezzman-Costa

ARSENAL:

Ospina-Monreal-Kościelny-Mustafi-Bellerin-Xhaka-Ramsey-Wilshere-Ozil-Lacazette-Mkhitaryan

 

LUŹNY TYP:

Tak jak na LM, tak i również teraz na LE, przedstawiamy wam luźną propozycję na półfinałowe starcia. Nasz typ na Ligę Mistrzów wszedł bez żadnego problemu, bowiem spotkanie Realu z Bayernem zakończyło się wynikiem 2-2, gdzie przedstawiliśmy wam propozycję zagrania BTTS&powyżej 2,5 bramki. Szczęśliwi Ci, którzy zagrali bowiem mogli się cieszyć z wygranej już po 47 minutach gry! Liczymy, że i teraz będzie podobnie, zachęcamy więc do grania naszych propozycji i chwalenia się wygranymi kuponami!

Po zapowiedziach, można wyczytać “między wierszami” ku czemu skłaniamy się na dzisiejszy wieczór, więc wyjątkowo nie będziemy dzisiaj pisać dla was obszernej analizy, ponieważ musielibyśmy się powtarzać, co jest kompletnie niepotrzebne. Krótko, zwięźle i na temat, a potem miejmy nadzieję razem z wami będziemy liczyć pieniądze!

Na dzisiaj przygotowaliśmy dla was dubelka, jedna propozycja z pierwszego półinału, druga zaś z drugiego starcia dzisiejszego wieczoru.

Awans Atletico @1.34 Fortuna

+

Podwójna szansa 1-1 (Salzburg Marsylia) @1.6 Fortuna

Kurs łączny :  2.14 Fortuna

 

Zapowiedź rewanżu w Madrycie oraz luźny typ!

Przedwczesny finał

Przed nami spotkanie, na które fani piłki nożnej czekają cały sezon. Zawodnicy przez cały rok przygotowują się właśnie na tego typu batalie! Z niecierpliwością czekamy na rewanż w hitowym starciu półfinałowym tegorocznej edycji Champions League! Przypomnijmy tylko, że pierwsze spotkanie rozgrywane w Monachium zakończyło się zwycięstwem Los Blancos w stosunku 2:1. Zanim jednak zasiądziemy przed telewizorami, przyjrzymy się bliżej obu drużynom przed dzisiejszym starciem!

Chyba nikomu nie musimy mówić jak wyrównane będzie to spotkanie.  Staną na przeciw siebie dwie europejskie potęgi. Po pierwszym spotkaniu w Monachium wydaję się, że to Real jest bliższy awansu do finału w Kijowie i to on dąży po 13 puchar w tych rozgrywkach. Nie jest jednak tak, że Bawarczycy stoją na straconej pozycji. Straty, których doświadczyli na własnym boisku spokojnie można odrobić, BA! Na Santiago Bernabeu można odrobić dużo większe straty co pokazała niedawno ekipa Juventusu. Napięcie z minuty na minuty stale rośnie a wszyscy kibice z niecierpliwością oczekują pierwszego gwizdka sędziego!

Sytuacja kadrowa:

REAL MADRYT:

Zinedine Zidane przed starciem rewanżowym ma korzystniejszą sytuację niż jego  vis-a-vis Jupp Heynckes, ponieważ nie może skorzystać tylko, bądź też aż z usług Daniego Carvalaja oraz Isco, którzy nabawili się kontuzji w pierwszym spotkaniu w Monachium. Do składu po kontuzji wraca Nacho, jednak nie wiadomo czy będzie on gotowy w 100% na dzisiejszy pojedynek.

BAYERN MONACHIUM: 

Można stwierdzić, że coach Bawarczyków miał niemały ból głowy przed dzisiejszym starciem. Od dłuższego czasu nie może skorzystać z usług Kingsleya Comana czy Manuela Neuera, dodatkowo tuż przed pierwszym starciem z ekipą Królewskich ze składu wyleciał największy walczak w drużynie Arturo Vidal, który musiał poddać się operacji kolana. Jakby tego było mało w pierwszym spotkaniu obu drużyn kontuzji nabawili się Jerome Boateng oraz Arjen Robben, których z pewnością dzisiaj nie zobaczymy. Pod znakiem zapytania stoi również występ Davida Alaby, którego nie zobaczyliśmy przed sześcioma dniami.

 

PRZEWIDYWANE SKŁADY:

REAL MADRYT:

Mimo ubytku “tylko” dwóch zawodników, Zidane zapewne jeszcze do wczoraj zastanawiał się nad wyborem składu na dzisiejsze spotkanie. O ile naturalnym wyborem zastępcą Isco na ten moment będzie młody Marco Asensio, to najwięcej znaków zapytania tworzy się pod obsadą pozycji prawego obrońcy. Jego jedynym zmiennikiem jest młodziutki Hakimi, jednak Zidane nie wziął go pod uwagę nawet przy ustalaniu 18-tki meczowej i popisy swoich kolegów zobaczy on z trybun. Hiszpańskie media kreują dwa scenariusze. Oto pierwszy z nich, ten bardziej ryzykowny, ponieważ mówi on nam o tym, że Carvalaja na prawej stronie defensywy zastąpi wracający po ponad miesięcznej przerwie Nacho, jednak jest to mało prawdopodobny scenariusz, ponieważ nie jest on jeszcze gotowy do gry na pełnych obrotach. Druga z opcji mówi nam o tym, że po prawej stronie bloku defensywnego ujrzymy Lucasa Vazqueza, który nie jest kompletnie ograny na tej pozycji. Jego miejsce wyżej zajmie ktoś z dwójki Benzema/Bale, jednak osobiście skłaniam się ku występowi Francuza od pierwszych minut. Reszta pozycji to pewniacy w ekipie Zidane, a mianowicie:
Navas- Marcelo-Varane-Ramos-Nacho/Lucas-Casemiro-Modrić-Kroos-Lucas/Benzema/Bale-Asensio-Ronaldo

BAYERN MONACHIUM:

Pomimo tak licznych absencji Bayern dysponuję naprawdę wyrównaną i szeroką kadrą, więc bez problemu powinni załatać dziury w każdej formacji, jednak ich jakość na pewno na tym ucierpi. O ile kontuzjowanego Robbena zastąpi Thiago, to nie ma co ukrywać że nie jest to zmiana 1-1, bo szybkiego, dobrze dryblującego, z dobrym uderzeniem skrzydłowego, zastąpi środkowy pomocnik który nie dysponuje wyżej wymienionymi walorami. Naturalnym zmiennikiem Boatenga będzie Sule i tu nie powinno być żadnego problemu, bo Sule prezentuje naprawdę wysoki poziom. Na lewej obronie niepewny występu jest Alaba, jednak w razie W, zastąpi go Rafinha, który sprezentował drugą bramkę królewskim w Monachium. Więcej zmian nie powinniśmy się spodziewać i skład powinien wyglądać zbliżenie do tego:
Ulreich- Alaba/Rafinha-Hummels-Sule-Kimmich-Martinez-James Rodriguez-Thiago-Muller-Ribery-Lewandowski

 

LUŹNA PROPOZYCJA NA TO SPOTKANIE:

Jak wiemy, Bayern przyjeżdża do Madrytu z bardzo niekorzystnym wynikiem, ponieważ stracił on na swoim boisku 2 bramki. Żeby myśleć o awansie muszą oni odpłacić się co najmniej taką samą liczbą strzelonych bramek na obiekcie Królewskich. Wiemy jakim potencjałem w ofensywie dysponują oba zespoły i jak świetnych piłkarzy mają oni w swoich szykach. W bramce Realu z pewnością ujrzymy dzisiaj Keylora Navasa, który z pewnością nie może zaliczyć ostatnich występów do udanych, po jego błędach padły dwie bramki dla Juve, po jego błędzie Real stracił bramkę w Monachium i mimo dobrych interwencji w drugiej połowie pierwszego spotkania nie można stwierdzić, że prezentuję on na ten moment wysoką formę. Jego vis-a-vis, w bramce Bayernu, mimo silnych starań, nie jest w stanie zagwarantować Bawarczykom takiej jakości między słupkami jaką gwarantował Manuel Neuer. Już w pierwszym spotkaniu mogliśmy doświadczyć wielu dogodnych sytuacji ze strony Bawarczyków, jednak skończyło się to tylko na jednej bramce, a mogli z pewnością zdobyć ich więcej. Z świetnej strony zaprezentował się w tym spotkaniu chociażby Franck Ribery, który z całą pewnością będzie dzisiaj nie raz straszył obronę Królewskich, która trzeba przyznać nie wygląda w tym sezonie zbyt dobrze. Tracą oni wiele bramek nawet z dość słabymi przeciwnikami. Jednak na Santiago zawsze prezentują jakość na najwyższym poziomie jeśli chodzi o poczynania w ofensywie, jest to ich znak firmowy na swoim obiekcie, co by się nie działo, bramkę zawsze zdobędą, niejednokrotnie pakując ich po kilka w jednym spotkaniu. Spodziewamy się tutaj ofensywnego spotkania z wymianą ciosów z obu stron. Z pewnością nie zabraknie sytuacji bramkowych oraz bramek, dlatego naszym typem na to spotkanie jest :

OBIE DRUŻYNY STRZELĄ BRAMKĘ oraz W MECZU PADNIE POWYŻEJ 2.5 goli @1.50 Totolotek

Dwa typy NBA! 25.04.2018

Milwaukee Bucks – Boston Celtics | 25.04.2018 | 01:00

Boston -2.0 handicap @ 1.73, LVBet

Robi się ciekawie. Bucks przed własną publicznością w końcu zaprezentowali się na miarę swego potencjału i wyrównali stan serii. Na jutrzejsze spotkanie powracamy do Bostonu i liczymy na wygraną gospodarzy. Celtics w ostatnim meczu mimo przegranej pokazali się z bardzo dobrej strony i można powiedzieć, że powoli rozgryzają taktycznie Milwaukee. Póki co w całej tej rywalizacji wygrywała tylko ekipa grająca we własnej hali, co pokazuje jaką ważna jest przewaga własnego parkietu. Jest szansa również na powrót Marcus’a Smart’a, którego zadziorność i energia mogą okazać się bardzo przydatne. Celtowie jutro powinni wrócić na zwycięskie tory.

San Antonio Spurs – Golden State Warriors | 25.04.2018 | 02:00

Powyżej 203.5 punktów w meczu @ 1.82, LVBet

Jest duża szansa, że to będzie ostatni mecz w tej rywalizacji. Spurs wygrali ostatnie spotkanie, udało im się zatrzymać mistrzów na granicy 90 punktów, co się raczej nie powtórzy. Warriors powinni wrócić do swej w miarę optymalnej skuteczności, grając przed własna publicznością zazwyczaj są gwarantem wysokich zdobyczy punktowych. Spurs z kolei mają jeszcze nadzieję zawalczyć i w najgorszym dla nich przypadku pożegnać się w dobrym stylu.

Końcówka sezonu? Czas więc na przegląd 5 najlepszych lig świata!

Kiedy jedni  końcówkę sezonu mogą grać o przysłowiową “pietruszkę”, drudzy do samego końca zmuszeni są do walki o cele, które założyli sobie przed początkiem sezonu. Kto w przyszłym sezonie będzie grał w europejskich pucharach, a kto stracił już taką szansę, kto nadal walczy o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej, a kto musi pogodzić się z bolesną wizją spadku…. Przyjrzymy się temu bliżej na kilka kolejek przed końcem!  

 

Anglia, Premier League 

Zacznijmy od moim zdaniem, najciekawszej ligi na świecie. Kończący się sezon został zdominowany przez ekipę prowadzoną przez Pepa Guardiolę. The Citizens zapewnili sobie tytuł mistrzowski na kilka kolejek przed końcem, zapewniając sobie tym samym 5 tytuł mistrza Anglii w historii.  Nad drugim w tabeli, Manchesterem United mają obecnie przewagę 16 punktów. Jak na tak wyrównaną ligę jest to kolosalna zaliczka punktowa. Do końca sezonu pozostały tylko 3 kolejki, a mimo to nadal mamy wiele znaków zapytania. Grę w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów zapewniły sobie takie zespoły jak: Manchester City, Manchester United oraz Liverpool. Z 99% pewnością można stwierdzić, że uczyni tego również Tottenham. Dzieli ich bowiem od będącej na 5 w tabeli Chelsea 5 punktów, lecz Koguty mają rozegrane jedno spotkanie mniej. The Blues będą musieli zadowolić się grą w Lidze Europy. Podobnie jak ekipa Arsenalu, która będzie musiała zmierzyć się w eliminacjach do LE. Teoretyczne szanse na grę w Europejskich pucharach ma również Burnley, jednak osobiście nie chce mi się wierzyć, aby tak mały, biedny klub jak Burnley chciał pakować się w “kłopoty” jakimi są granie na tak wielu frontach przy tak okrojonym składzie. Spokojny byt w środku tabeli dzielą między sobą takie ekipy jak: Leicester, Everton, Newcastle, Bournemouth oraz Watford. Najmniejsze szanse, można rzec że nawet iluzoryczne, lecz wciąż realne pod względem matematycznym ma ekipa Grzegorza Krychowiaka czyli West Brom. Okupują oni bowiem ostatnie miejsce w tabeli w dorobkiem 25 punktów. Tuż nad strefą spadkową z dorobkiem 33 punktów znajduję się Swansea, które ma przewagę 4 punktów nad drużynami Stoke oraz Southampton, który okupują kolejno 2 i 3 miejsce od końca. W kwestię utrzymania zamieszane są również takie drużyny jak Huddersfield, West Ham czy Crystal Palace, które zgromadziły do tej pory równo 35 punktów i wciąż nie mogą czuć się pewne utrzymania. W ciut lepszej sytuacji znajduję się Brighton, które na swoim koncie ma jedno oczko więcej. Z pewnością walka o utrzymanie będzie dużo bardziej zacięta niż walka o europejskie puchary!

♠ Ciekawostka ♠  Zapewne każdy z was pamięta zespół Sunderlandu, który mniej więcej rok temu spadał z hukiem do Championship. Niestety, ekipa Czarnych Kotów nie wyciągnęła żadnych wniosków z tak dotkliwego wydarzenia i w przyszłym sezonie będziemy oglądać ją w 3 lidze angielskiej! 2 SPADKI W CIĄGU 2 LAT!

W trosce o to, abyście nie przegapili żadnego ważnego, decydującego spotkania postanowiliśmy pod każdą analizą danej ligi utworzyć terminarz spotkań drużyn, które w bezpośrednich pojedynkach będą walczyć o swoje cele. 

28.04.2018 | 16:00 | Burnley – Brighton
05.05.2018 | 13:30 | Stoke City – Crystal Palace
05.05.2018 | 16:00 | West Brom – Tottenham
06.05.2018 | 17:30 | Arsenal – Burnley
13.05.2018  | 16:00 | Swansea – Stoke City
13.05. 2018 | 16:00 | Crystal Palace – West Brom

Hiszpania, La Liga

Mimo, że na 4 kolejki przed końcem Barcelona nie może jeszcze oficjalnie cieszyć się ze zdobycia Mistrzostwa Kraju, to nikt nie ma wątpliwości, że w tym sezonie to trofeum padnie ich łupem. Mają oni 11 punktów przewagi nad drugim w tabeli Atletico, które zapewniło już sobie grę w przyszłorocznej LM. Podobnie sprawa miewa się z zespołem Realu Madryt oraz prawdopodobnie zespołu Valencii. Jedyną nierozstrzygniętą tutaj kwestią są miejsca od 2-4, które zajmą poszczególne wyżej wymienione zespoły. Na grę w Lidze Europejskiej matematyczne szanse ma jeszcze aż 11 zespołów. Bowiem 15 w tabeli Leganes z dorobkiem 40 punktów  traci do miejsca dającego udział w kwalifikacjach LE 11 punktów na 12 możliwych do zdobycia. Patrząc jednak realnie w przyszłym sezonie w Lidze Europy zobaczymy prawdopodobnie Betis Sewilla, który plasuje się w na 5 pozycji z dorobkiem 52 punktów czy chociażby Villareal mający na swoim koncie jedno oczko mniej. Broni nie składają również takie zespoły jak Getafe, Sevilla czy chociażby Girona, które tracą niewiele do chociażby ” Zielonego” zespołu z Sewilli. Pewne utrzymania na kolejny sezon są również takie zespoły jak Celta Vigo, Deportivo Alaves, Real Sociedad, Eibar, Athletic Bilbao czy Espanyol Barcelona. Z najwyższa klasą rozgrywkową w Hiszpanii żegnają się zespoły Malagii oraz Las Palmas, które nie mają już chociażby matematycznych szans na utrzymanie. Bój o 3 miejsce, które gwarantuje spadek do LaLIga2, stoczą zespoły Levante oraz Deportivo La Coruna. Nie ma co ukrywać, że w niewątpliwie lepszej sytuacji znajduję się zespół, w którym gra były gracz Legii Warszawa, Armando Sandiku, który ma 6 punktów przewagi nad rywalem z La Corunii. W tym przypadku niewątpliwie bardziej emocjonujący będzie bój o europejskie puchary, niż walka o utrzymanie w elicie!

27.04.2018 | 21:00 | Levante – Sevilla
29.04.2018 | 12:00 | Getafe – Girona
06.05.2018 | 12:00 | HIT! Barcelona – Real Madryt
13.05.2018 | 12:00 | Betis Sevilla – Sevilla FC
13.05.2018 | 12:00 | Deportivo – Villareal

 

Francja, LigueOne

Liga francuska została w tym sezonie całkowicie zdominowana przez drużynę PSG. Jak inaczej można nazwać sytuację, gdy po 34 kolejkach, nad drugim w tabeli AS Monaco, posiadają oni przewagę 20 punktów? Apropos drużyny Kamila Glika, wydawać by się mogło, że pewnie zmierzają po vice-mistrzostwo kraju, jednak ostatnimi wynikami znacznie skomplikowali swoją sytuację w tabeli. Z dorobkiem 70 punktów zajmują 2 miejsce w tabeli i w raz z Olympique Marsylią i Olympique Lyonem którzy mają po 69 punktów będą walczyć o 2 miejsca premiowane grą w ChampionsLeague (1 w eliminacjach). Te 4 wymienione drużyny zajęły wszystkie miejsca premiowane grą w europejskich pucharach bowiem 4 pozycja gwarantuje grę w Lidze Europy. O 5 lokatę (premiowaną kwalifikacjami do LE) walczyć będą drużyny Niceii, St. Etienne, Rennes, Montpellier czy chociażby Nantes. Pewni utrzymania są drużyny Guingamp, Bordeux czy Dijon. Bardzo bliscy osiągnięcia tego celu są zawodnicy z Amiens, Angers czy Caen, którzy mają bezpieczną, kolejno 11, 8 i 7 punktową przewagę nad strefą spadkową. A w niej właśnie ścisk jak w porannych autobusach miejskich. Okupujący ostatnie miejsce w tabeli Metz znajduję się w najgorszej sytuacji, bowiem ma aż 7 punktów straty do bezpiecznego miejsca, które zajmuje obecnie zespół z Toulouse i 8 do zespołu Strasbourga. W ciut lepszej sytuacji są ekipy Troyes czy Lille, który mają niewielką stratę do drużyny Toulouse, bowiem wynosi ona tylko 4 punkty. Nieuniknione jest to,  że bój o pozostanie w lidze  stoczy ostatnie 6-7 zespołów. Mecze te będą z pewnością bardzo zacięte oraz emocjonujące. Zamiast wielkich fajerwerków, możemy spodziewać się hektolitrów potu,  śladów krwi i walki o każdy centymetr boiska.

27.04.2018 | 20:45 | Montpellier – St. Etienne
28.04.2018 | 20:00 | Strasbourg – Nicea
28.04.2018 |20:00| Troyes – Caen
28.04.2018 | 20:00 | Lille – Metz
29.04.2018 | 15:00 | Rennes – Touluse
* Z uwagi na to, że w najbliższych 5 kolejkach, takich meczów jest znacznie więcej niż w pozostałych ligach, postanowiliśmy podać terminarz tylko na najbliższą kolejkę.

 

Niemcy, Bundesliga

Tutaj tradycyjnie, Bayern gra w swojej lidze, pozostałe zespoły w swojej. Po raz kolejny ekipa z Monachium wręcz zmiażdżyła swoją konkurencję zdobywając tytuł na kilka kolejek przed końcem z przewagą nad drugim w tabeli Schalke wynoszącą 22 punkty. To właśnie ekipa z Gelsenkirchen będzie biła się o tytuł wicemistrza i grę w przyszłorocznej Lidze Mistrzów z drużynami Borussi Dortmund czy Bayeru Leverkusen. Całkiem spore szanse na grę w Champions League ma także ekipa Hoffenhaim, jednak wydaję mi się, że wraz z drużynami z Lipska i Frankfurtu stoczy ona bój o Ligę  Europejską. Teoretyczne szanse na grę w przyszłorocznych europejskich pucharach mają również drużyny Borussi M’Gladbach, Herthy Berlin czy chociażby VFB Stuttgart, jednak one cel na ten sezon, jakim było utrzymanie, już spełniły i nie będą angażować się do walki o pełną pulę. Pewni utrzymania w elicie są również AugsburgWerder Brema oraz Hannover 96. Z najwyższa klasą rozgrywkową pożegnało się już FC Koeln, które nie ma już żadnych szans na utrzymanie. W równie złej, lecz nie beznadziejnej sytuacji znajduję się drużyna Hamburgera SV, bowiem do bezpiecznego miejsca, na 3 kolejki przed końcem, tracą oni aż 5 punktów a ponad nimi znajdują się 3 drużyny, które dotychczas zgromadziły tyle samo oczek, a mianowicie po 30 i jest to Mainz, Freiburg oraz Wolfsburg. Zarówno walka o europejskie puchary, jak i o utrzymanie, będzie niezwykle emocjonująca i zacięta. Warto oglądać Bundesligę w końcówce sezonu!

28.04.2018 | 15:30 | Wolfsburg – Hamburger SV
28.04.2018 | 15:30 | Schalke – Borussia M’Gladbach
28.04.2018 | 15:30 | Bayer Leverkusen – VFB Stuttgart
29.04.2018 | 15:30 | Mainz – RB Leipzig
* Tutaj również taka sama sytuacja, jak w przypadku ligi francuskiej, podajemy tylko jedną kolejkę, lecz tych meczów jest znacznie więcej i na pewno warto śledzić Bundesligę w przyszłych tygodniach!

 

Włochy, Serie A

W przypadku poprzednich omawianych lig, tytuł mistrza kraju jest już rozstrzygnięty, to w walce o upragnione Scuddetto, nadal liczy się zarówno Juventus jak i Napoli. Po ostatnim zwycięstwie ekipy Sarriego nad zawodnikami Starej Damy, różnica pomiędzy nimi wynosi tylko 1 punkt. Mimo przewagi, większe szanse na końcowe zwycięstwo daje drużynie Arkadiusza Milika i Piotra Zielińskiego, ponieważ posiadają oni zdecydowanie łatwiejszy terminarz, niż zawodnicy Juventusu, którym przyjdzie zmierzyć się z ekipami takimi jak Roma czy Inter Mediolan. O dwa pozostałe miejsca premiowane awansem do LM, walczą ekipy Lazio, Romy oraz Interu, które mają kolejno 67,67 i 66 punktów i tutaj rywalizacja będzie niezwykle zacięta. 2 drużyny, które uplasują sie na 5 i 6 pozycji, mają prawdo do gry w Lidze Europejskiej, o ile jedno miejsce zajmie jedna z trzech drużyn opisywanych przeze mnie wyżej, to o drugą pozycję powalczą takie zespoły jak Atalanta, Milan, Fiorentina oraz Sampdoria. Pewne utrzymanie w z pozostałych ekip ma tak naprawdę tylko Torino. Mogłoby się wydawać nieprawdopodobne, lecz matematycznie możliwe jest, że spaść na ten moment może również 11 ekipa w tabeli, Bologna, która zgromadziła na swoim koncie 39 punktów, lecz zarówno oni jak i ekipa Genoi oraz Sassuollo nie mają powodów do obaw. Z SeriaA pożegnała się już dzielnie walcząca ekipa Benevento Calcio. W niezwykle trudnej tabeli są również piłkarze Hellasu Verona, którzy tracą 6 punktów do bezpiecznego miejsca w tabeli, a dodatkowo ich postawa w ostatnich meczach nie napawa optymizmem ich kibiców. W znacznie lepszej sytaucji znajduję się ekipa Thiago Cionka i Bartosza Salomona(SPAL), która ma tylko 2 punkty straty do bezpiecznej pozycji. Bój o utrzymanie stoczą oni z takimi ekipami jak: Udinese, Chievo, Caligiari oraz Crotone. 

Dwa typy NBA! 21/22.04.2018

Portland Trail Blazers – New Orleans Pelicans | 21.04.2018 | 23:00

Portland +8.0 handicap @ 1.74, LVBet

Na tym etapie rozgrywek to chyba najbardziej zaskakująca seria. Spodziewano się długiej batalii, a tym czasem prawdopodobnie będziemy świadkami jednej z krótszych potyczek. Pelicans zasłużenie prowadzą, a ich dyspozycja może przyprawić o szeroki uśmiech. Cieszy zwłaszcza dobra forma Rajon’a Rondo i Jrue Holiday’a, to właśnie oni są odpowiedziani za powstrzymanie Lillard’a. Blazers żegnają się z playoffs, jedyne co mogą jeszcze zmienić to styl w jakim zakończą swój występ. Portland nie ma już nic do stracenia i powinni zawalczyć, nawet jeśli miałby to być ich ostatni występ w tym sezonie.

Houston Rockets – Minnesota Timberwolves | 22.04.2018 | 02:00

Houston -5.5 handicap @ 1.86, LVBet

Po niespodziankach jakie przyniosła nam dzisiejsza kolejka czas chyba na chwilę stabilności 🙂 Houston pewnie prowadzi 2-0 i póki co nic nie dało przesłanek do scenariusza odmiennego od końcowej wygranej 4-0. Wilki pozostają bez pomysłu na grę i raczej nie będą wstanie nawiązać walki podobnej do pierwszego spotkania. Gra przed własną publicznością nic tu nie powinna zmienić. W ostatnim spotkaniu w drużynie Rakiet skutecznością nie popisał się James Harden, jednak mimo gorszego występu dalej ściągał uwagę obrońców. Pałeczkę lidera przejął Chris Paul, obaj zawodnicy już wcześniej pokazywali, że potrafią na zmianę ciągnąć spotkanie w zależności od dyspozycji dnia kolegi. Dlatego też jutrzejsza wygrana Rockets co najmniej 6 punktami jest jak najbardziej prawdopodobna.